Strona główna

Bohaterowie

wasze pomysły

KONTAKTY

niedziela, 22 lutego 2015

ROZDZIAŁ IV

ROZDZIAŁ (chyba) IV część 1

Nie chcesz nie czytaj jak ci się nie podoba.

ZAKUPY NA POKĄTNEJ

*Oczami Nicole*

   Następnego dnia obudziłam się bardzo wcześnie jak na mnie. Po zaledwie 20 minutach byłam już gotowa. Zeszłam na śniadanie do kuchni i zobaczyłam pożółkłą kopertę. Nigdzie też nie widziałam rodziców. Otworzyłam kopertę i wszystko się wyjaśniło:

Kochana Nicole
Wyszliśmy na zakupy. Nie będzie nas cały dzień. Około godziny 12 przyjdzie gajowy- Hagrid i zabierze cię na zakupy. W lodówce na 4 półce masz obiad- to co lubisz najbardziej. 

Kocham cię skarbie,
Mama.

Nie byłam szczęśliwa z tego, że nie będzie ich tak długo i z tego, że nie będzie ich w dość ważnej dla mnie chwili, ale mimo tego się uśmiechnęłam do siebie. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam masło i ser. Postanowiłam sobie zrobić tosty francuskie. Z szafki wyciągnęłam toster, a z drugiej talerz. Na końcu wyciągnęłam z chlebownika chleb tostowy. 
Po śniadanku postanowiłam nic nie robić. Nie chciało mi się nic robić. Nawet nie wiem dlaczego. Udałam się do pokoju i włączyłam komputer. Gdy się włączał poszłam po jakąś przekąskę. Zeszłam na dół do spiżarni i sięgnęłam do szafki ze słodyczami. Nie była ona najniżej i nie widziałam co sięgam, więc robiłam to na wyczucie. Udało mi się chwycić żelki o smaku coli i chrupki tygryski o smaku truskawkowym. Poszłam ze zdobyczą do kuchni, wyjęłam dwie miski i nasypałam po trochu tego i tamtego. Następnie poszłam do pokoju i zaczęłam słuchać mojej ulubionej składanki. Nie mogło obyć się bez mojego głośnego śpiewu i tańca. Uwielbiam muzykę i pewnie gdybym nie dostała się do Hogwartu kształciła bym się w tym kierunku. Nauczyciele mówią mi, żebym chodziła do szkoły muzycznej i uczyła się, ale ja nie chcę tego robić, żeby to robić, bo muszę, ale chcę to robić dlatego, że mi się to podoba (nie wiem czy tu powinno być tyle przecinków~od aut.). Myślę, że zgodziłabym się na to, ale wyjeżdżam do Hogwartu. 
Nawet nie zauważyłam kiedy mi minęły te 3 godziny. I do drzwi zapukał Hagrid. Zeszłam na dół i otworzyłam mu drzwi.
- Dzień dobry. - Przywitałam się i uśmiechnęłam się patrząc kilka metrów do góry. Nie spodziewałam się, że gajowy będzie miał kilka metrów. 
- Holibka jakaś ty podobna do mamy!- wykrzyczał na powitanie.
- Nie wiem nigdy jej nie widziałam- powiedziałam zasmucona.
- Nie ma co się martwić. To co idziemy na te zakupy, bo nie mamy czasu.- zachęcił mnie do wyjścia.
- Już pójdę tylko po listę rzeczy i wychodzimy.- uśmiechnęłam się do gajowego i pobiegłam do pokoju po torebkę i listę zakupów.
-Możemy iść?- zapytałam i ubrałam moje czarne trampki.
-Oczywiście- odpowiedział i wyszliśmy z domu. Zamknęłam drzwi i zapytałam:
- Gdzie zrobimy te wszystkie zakupy?- zapytałam.
- Pojedziemy mugolskim środkiem transportu do Londynu, a tam metrem pojedziemy na jedną z ruchliwszych uliczek teraz nie pamiętam nazwy... -powiedział pół-olbrzym i dokończył- Tam przejdziemy przez magiczne przejście w murze i tak dotrzemy na ulicę Pokątną.- wytłumaczył.
- Nie do końca zrozumiałam, ale myślę, że z tobą trafię.- opowiedziałam trochę zmieszana. Udaliśmy się na najbliższy przystanek i czekaliśmy na autobus....


~~~~~~~~~~~
I tak pierwsza część dłuższego rozdziału.Mam nadzieję, że się podoba bo długo nie było i za to bardzo przepraszam. Serdecznie dziękuję za te ciepłe komentarze na fb i tą jedną krytykę w ankiecie. Bardzo mnie to motywuje by poprawiać niektóre rzeczy. Jeszcze raz zapraszam do ZAKŁADKI BOHATEROWIE, GDYŻ ZNAJDUJĄ SIĘ TAM WAŻNE INFORMACJE, KTÓRE MAJĄ WPŁYW NA FABUŁĘ. Dziękuję :) ~Always~